NeonetNeonet
Wszędzie
Wszędzie
Telewizory i audio
Duże AGD
AGD do zabudowy
Małe AGD
Smartfony i zegarki
Komputery
Gaming
Sport
LEGO
Dom i ogród

Outriders - recenzja bez złośliwości

Autor artykułu: Redakcja Neonet
Redakcja Neonet
Zaktualizowano:
Przyznaję, że nie jestem fanem hack’n’slashy i looter-shooterów. Jednak nowa propozycja od People Can Fly zaciekawiła mnie na tyle, by dać jej szansę w moim gamingowo zapełnionym już harmonogramie. Czy było warto? Nie mogę powiedzieć, że od razu się zakochałem, ale Outriders z całą pewnością są pozycją wartą wypróbowania. Dlaczego?

Czym są Looter-shootery?

{{"collection":{"neonet_product_ids":"359393,359391,359394","forceSaleble":true},"title":"tytul strony","type":"html","template":"special_gridstack_1"}}

Outriders należy do kategorii gier, które odziedziczyły tradycyjną formułę pokonywania lochu po pierwszych grach RPG. Idea jest prosta: drużyna śmiałków wchodzi do lochu, pokonuje nowe/stare siły zła i na koniec zgarnia punkty doświadczenia, za które gracze rozwijają swoje postaci. Po drodze oczywiście możemy liczyć na bogate łupy skarbów.

Najlepszymi przykładami tego gatunku jest stare, „papierowe” D’n’D, seria Diablo, a w nowszej odsłonie: Destiny i Borderlands 2. Choć niektórych oburzy łączenie serii fantastycznych z tymi osadzonymi w światach Sci-Fi, to jednak moim zdaniem są one do siebie na tyle podobne w swojej formule, że nic nie warunkuje ich rozgraniczania na osobne podgatunki.

Jak gra od polskiego studia radzi sobie w tej kategorii? Nawet dobrze. Do dyspozycji graczy oddano bogaty arsenał. Żeby urozmaicić tradycyjny model walki z użyciem broni palnej, twórcy gry zdecydowali się na ciekawy zabieg. Otóż podobnie jak w przypadku zaklętych mieczy z baśni spluwy w Outriderach mogą uwalniać interesujące efekty dodatkowe. Od dodatkowych obrażeń po mechaniki w stylu: „każdy strzał oznacza przeciwnika, a przy przeładowaniu wszyscy oznaczeni otrzymują dodatkowe obrażenia”.

To zdecydowanie ciekawy pomysł. Przyznaję jednak, że myślę, że został wprowadzony zbyt nieśmiało. Może to kwestia klimatu, który stara się zbudować gra, ale z drugiej strony bardzo chętnie zagrałbym w grę, która łączy stereotypowego rycerza w lśniącej zbroi z magicznymi pukawkami. Trochę jak w Tiny Tina’s Assault on Dragon Keep, dodatku do Borderlands 2, gdzie jednak bohaterowie nadal byli łowcami przygód z Pandory, a nie tradycyjnymi postaciami z baśni.

A co z klimatem?

Kolejny screen z Outriders

Myślę, że klimat gry najlepiej oddano już przez samą ścieżkę dźwiękową. Jest intensywny, naładowany energią i wyraźnie zdradza, że twórcy gry zamierzali nam zafundować iście epicką przygodę. I tak też jest po rozpoczęciu nowej gry.

Gracz wciela się w zwykłego zwiadowcę, którego rolą jest dokonać rekonesansu na obcej planecie. W trakcie wykonywania tego zadania dochodzi do niespodziewanego zwrotu akcji; protagonista zostaje ranny, następnie ląduje w kriogenicznym śnie na 30 lat i budzi się w świecie wypalonym wojną i anomaliami, czyli czymś, co najprościej byłoby mi porównać do magicznych burz. W międzyczasie okazuje się, że postać gracza sama nabyła magicznych zdolności i stała się biletem do przetrwania dla jednej ze stron konfliktu.

Przyznaję, że mnie osobiście fabuła nie porwała, niemniej nie ona jest tutaj najważniejsza. Estetyka, w jakiej utrzymane są lokacje, przeciwnicy, uzbrojenie wyraźnie, zdradza, że twórcy chcieli wprowadzić graczy w specyficzną aurę. Z pewnością trochę mroczną i pełną znoju i potu, ale jednocześnie z elementami fantastycznej przygody rodem z epickich sag fantasy. Jeśli ktoś lubi podobne, quasi-realistyczne klimaty, to poczuje się na Enoch jak w domu.

Będę grał w grę

Muszę przyznać, że od strony mechaniki Outriders nieco mnie zawiodło. Gracz ma do dyspozycji 4 klasy postaci, które mechaniką mają nawiązywać do tradycyjnej "świętej trójcy”: tanka, dpsa i healera. Oczywiście to looter-shooter, więc wszyscy gracze muszą zadawać sensowną liczbę punktów obrażeń. Sprawia to, że ścieżka rozwoju postaci skupia się bardzo mocno na szybkim pozbywaniu się niemilców, a nie wspieraniu towarzyszy rozgrywki.

Biorąc pod uwagę, że statystycznie gracz wybiera postać charakteryzująca się jak najwyższym współczynnikiem DPS (Damage per second), to jest to jak najbardziej uzasadniona strategia. Jednak ci, którzy chcieli wcielić się w rolę tanka i healera, szybko zauważą, że te dwie role zostały potraktowane nieco po macoszemu. Trochę szkoda, bo jestem wielkim fanem wspierania drużyny w dążeniach do przejścia gry i czułem, że odpowiednik healer’a jest w niej bardzo mocno ograniczona w swojej roli.

Jeśli jednak mechanika gry, tworzenie buildów, ich optymalizacja i metaanaliza nie są czymś, co lubisz, to w takim razie będziesz w swoim żywiole. Mechanika postaci w Outriders jest łatwa do zrozumienia, jeszcze łatwiejsza w zastosowaniu i na tyle nieskomplikowana, że stanowi wsparcie dla rozgrywki, a nie zabawę samą w sobie.

„Niech ginie”

Trzeci screen z gry Outriders

Sama rozgrywka nie należy do wymagających, ale nie w tym jej atrakcyjność. Gracze mają za zadanie jak najszybciej pozbyć się przeciwników celem przejścia do kolejnego etapu rozgrywki. Gra tego nie ukrywa i dzięki temu sama rozgrywka jest bardzo przyjemna. Tym bardziej jeśli ktoś lubi przyjazną rywalizację à la Gimli i Legolas, gdzie to liczba skasowanych przeciwników będzie stanowiła cel rozgrywki.

Outriders to gra przeznaczona dla kanapowych łowców przygód, którzy po całym dniu pracy lubią się rozluźnić i pograć bez konieczności zmóżdżania się nad strategiami gry i planowaniem kolejnych akcji. Nie zrozumcie mnie źle — to nie jest przytyk. Chodzi o to, by maksymalnie się rozerwać i mieć możliwie jak najwięcej zabawy bez dodatkowego kombinowania. I w takiej rozrywce Outriders naprawdę może stanowić przykład.

Myślę że Outriders to gra, która przypadnie do gustu wielu zapracowanym 30- i 40-latkom. Takim, którzy nie mają za wiele czasu na granie, a chcieliby spędzić go trochę ze znajomymi, odstrzeliwując wirtualne łby. I dla tych ludzi ta gra będzie stanowiła doskonałe źródło nieskomplikowanej i dobrej rozrywki.

Mocny Endgame

Choć samo Outriders zaliczyło na premierze dość istotną wtopę z serwerami, to muszę przyznać, że samą rozgrywkę dla zaawansowanych przygotowano tutaj w pełni profesjonalnie.

To zwykle bolączka gier tego typu — jest fabuła, jest loot, ale po ukończeniu głównego wątku fabularnego już nie za bardzo jest co robić. W przypadku Outriders jest inaczej. Twórcy gry przygotowali tryb zwany Ekspedycjami, który nawet najbardziej doświadczonym graczom pozwoli poczuć dreszcz emocji.

Oczywiście nie mogę tutaj zapomnieć o 15 poziomach trudności, które regulują rzadkość „wypadającego” łupu. Zamiast tradycyjnego Easy, Medium i Hard mamy tutaj rozwiązanie, które już wcześniej wykorzystano w Borderlands 2. Każdy kolejny poziom trudności sprawia, że rozgrywka staje się coraz trudniejsza, ale jednocześnie podnosi szansę na lepsze nagrody.

TLDR: „Całkiem dobra gra”

Outriders - gra

Podsumowując: Outriders to całkiem solidna produkcja. Z pewnością pozwoli się rozerwać tym, którzy szukają powiewu nowości w branży gier przetrzebionej przez COVID-19. Choć trudno porównać „Outriderów” do takich marek, jak CoD czy Battlefield, to jednak z całą pewnością jest to gra, która może zapewnić graczom wiele godzin rozgrywki.

Mam nadzieję, że People Can Fly będą dalej rozwijać ten tytuł lub że stanie się on trampoliną do jeszcze bardziej ambitnych pozycji. Bo widać, że firma ma zadatki na wielkość – teraz tylko zostało odpowiednio zainwestować pieniądze w dobre IP. Albo stworzyć nowe.

 

Przeczytaj także:

Cyberpunk 2077 – recenzja. Grałbym jeszcze raz