The Last of Us Part 1 — recenzja. Czy można poprawić doskonałość?
The Last of Us Part 1 — recenzja. Nowe szaty króla

Czy PlayStation 3 można już zaliczyć do pojęcia retro? Czy „dwie generacje temu” to już „dawno i nieprawda”? Mój filtr nostalgii, jaki nakładam na gamingowe wspomnienia sprzed niemal dekady, podpowiada mi, że nie. Ale jedno spojrzenie na ząbkowane krawędzie tekstur w grach na komputer z tego okresu boleśnie uświadamia, że to już zamierzchła przeszłość — przynajmniej z technologicznego punktu widzenia.
Pierwsze The Last of Us pojawiło się na rynku u schyłku PS3 i wywróciło branżę do góry nogami. Produkcja została nad wyraz pozytywnie przyjęta, co zaowocowało ponad 200 nagrodami gry roku i masą innych wyróżnień. Świat zachwycił się dojrzałą historią z bohaterami z krwi i kości oraz nadzwyczajnym wykonaniem gry, a Playstation dostało kolejny tytuł — wizytówkę. Był rok 2013.
Pytanie o zasadność remaku The Last of Us nie bierze się znikąd. Mieliśmy już remaster The Last of Us na PS4, ale dopiero teraz, dwie generacje konsol od czasu premiery, Sony zdecydowało się na ruch bardziej radykalny, wprowadzając zmiany pozwalające na nazwanie nowego produktu remakiem. The Last of Us Part I nie przepisuje gry na nowo, ale ulepsza ją do współczesnych standardów, a nawet zdaje się je przewyższać. Wszystkie wprowadzone zmiany wychodzą tytułowi na dobre.
{{"collection":{"neonet_product_ids":"372823","forceSaleble":true},"title":"tytul strony","type":"html","template":"special_gridstack_1"}}
The Last of Us Part 1 — recenzja. Przede wszystkim wybitna historia

Miejmy to z głowy: The Last of Us to gra wybitna. Już w 2013 roku tytuł podniósł poprzeczkę w kwestii scenariusza do gier wideo na niedostępne dla wielu wyżyny, a technologicznie — wycisnął z PlayStation 3 wszystkie soki. Produkcja należy do tak ścisłej czołówki gamingu pod względem narracji, że porównałbym ją jedynie do kilku innych gier, w których fabułę poprowadzono równie mistrzowsko. Zawęziłbym tę grupę nawet do dwóch innych tytułów: Red Dead Redemption 2 oraz God of War z 2018 roku, który według mnie w kwestii opowiadania historii i kreowania relacji między postaciami czerpie z TLOU aż nadto.
Nie dziwi zatem zupełnie, że zdecydowano się na przepisanie tej fascynującej fabuły na serial, który ma ukazać się w przyszłym roku, a rolę Joela powierzono rozchwytywanemu ostatnio Pedro Pascalowi. Jeśli twórcy ekranizacji zachowają chociaż część tego, co tak dobrze działa pomiędzy postaciami w grze, produkcja telewizyjna skazana będzie na sukces.
Nie chcę zbytnio rozpisywać się na temat samej fabuły gry. Głównie dlatego, że nie zmieniono jej względem oryginału, a także po to, aby nie zepsuć jej doświadczenia osobom, które jej nie znają. To wciąż jeden z najbardziej rozdzierających serce tytułów w historii naszego medium.
Postapokaliptyczna opowieść Neila Druckmanna o stracie, samotności, krzywdzie i ponownym zaufaniu w świecie ludzi zainfekowanych przez zmutowany grzyb (ciekawie się w to gra w czasie pandemii) jest ponadczasowa. Pod tym względem tytuł zupełnie się nie zestarzał — to wciąż aktualna rozprawa nad naturą człowieczeństwa.
Co ciekawe, podczas rozgrywki byłem zaskoczony, jak wiele z tej zniuansowanej historii zdążyłem już zapomnieć (a może wyparłem jej fragmenty z pamięci — tak mocny to ładunek emocjonalny). Przechodziłem the Last of Us Part I z zapartym tchem, mimo że przecież znam oryginał. Czy to kwestia udoskonalonej grafiki i mimiki postaci? Lepsze odwzorowanie emocji, teraz doskonale widoczne na twarzach bohaterów, na pewno pozytywnie wpływa na odbiór całości. Doświadczenie stało się przez to jeszcze bardziej filmowe. I nie chodzi o same cutscenki, ale o całość rozgrywki i jeszcze większy poziom immersji.
{{"collection":{"neonet_product_ids":"329048","forceSaleble":true},"title":"tytul strony","type":"html","template":"special_gridstack_1"}}
The Last of Us Part 1 — recenzja. Jak wygląda The Last of Us 2022?

Cieszę się, że ten remake powstał — w ten sposób jeszcze więcej graczy będzie miało okazję zapoznać się z tym wyjątkowym tytułem; szczególnie młodsi ode mnie, dla których czasy PS3 to już czasy zamierzchłe. To, co zestarzało się najmocniej, czyli grafika i mechanika gry, zostało odpowiednio odświeżone. Dzięki temu także ci, którzy grali w oryginał, będą mieli poczucie styczności z czymś nowym. Co się zatem zmieniło w nowej wersji?
Nowości jest sporo. Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest sfera wizualna. Dotyczy to nie tylko nowych tekstur i wspomnianej wcześniej, fantastycznej mimiki. Niektóre projekty postaci są zupełnie nowe — najlepszym tego przykładem jest Tess, teraz starsza i dużo bardziej przekonująca. Odświeżenia doczekały się też lokacje, niektóre naprawdę mocno przemodelowano. Ilość nowych detali jest ogromna, od jeszcze bujniejszej roślinności pochłaniającej urbanistyczne tereny, przez różnego rodzaju grzybnie, po wystrój wnętrz i łatwe do przeoczenia drobiazgi, jak plakaty na ścianach mieszkań. Efekt jest niesamowity.
Chcący to wszystko zobaczyć w 4K mają teraz taką możliwość w trybie Jakość (4K/40 Hz/40 FPS), chyba że ważniejsza jest płynność rozgrywki, która daje tryb Wydajność (dynamiczne 4K lub 1440p/60 Hz/60 FPS). Do tego ray-tracing (śledzenie promieni), które nadają teraz lokacjom zupełnie inny klimat i niesamowite efekty cząsteczkowe (unoszące się w powietrzu zarodniki!) — i mamy przepis na jedną z najlepiej wyglądających gier 2022 roku.
The Last of Us Part 1 — recenzja. Co nowego przygotowali twórcy?

Poprawiono także sztuczną inteligencję przeciwników (potrafią poważnie zaskoczyć swoją mobilnością) oraz towarzyszy. Ellie zachowuje się teraz dużo naturalniej: w oryginale potrafiła wyskakiwać przeciwnikom pod lufę i być zupełnie przez nich niezauważona — to potrafiło mocno wybić z immersji. Sporo ulepszeń zaczerpnięto z The Last of Us Part II, co sprawia, że tworzą teraz jeszcze bardziej spójną całość: zarządzanie ekwipunkiem, nieco zmieniony model walki czy animacje modyfikowania broni przy stołach warsztatowych (genialny motyw!).
Produkcja pozwala porównać grafiki koncepcyjne z oryginału z 2013 i remasteru, posłuchać oficjalnego podcastu i obejrzeć dokumenty z produkcji. W menu znajdziemy także przeglądarkę modeli 3D, dostępne po przejściu gry filtry graficzne, skórki (m.in. zmiana postaci na trupy, nowe koszulki, plecaki, alternatywny wygląd broni), tryb dla speedrunnerów (widoczny czas gry, pauzy podczas przerywników filmowych) czy tryb Permadeath dla „hardkorów”.
Co ciekawe, „znajdźki” poukrywano teraz w nowych miejscach, więc miłośnicy zbierania platynowych trofeów nie będą się nudzić. Na uwagę zasługuje też nowe udźwiękowienie 3D i wykorzystanie haptycznych wibracji kontrolera DualSense.
Zaskakuje też ilość opcji dostępności. Już w The Last of Us Part II było ich multum, ale tutaj jest ich jeszcze więcej. Dzięki nim w TLOU Part 1 mogą teraz zagrać nie tylko osoby niedowidzące i z wadami słuchu, ale także niewidome. Deweloperzy dodali do rozgrywki m.in. dźwiękowe pomoce w orientacji w terenie, a zawarte w grze wstawki filmowe dostały audiodeskrypcję — odpowiada za nią firma Descriptive Works, pracująca także m.in. dla Netfliksa.
Wraz z odświeżoną pierwszą częścią The Last of Us dostajemy też dodatek fabularny Left Behind, który rzuca nowe światło na wydarzenia z uniwersum. Dla niektórych fanów minusem może być brak multiplayera, ale powiedzmy sobie szczerze — już w 2013 roku był dodany do gry nieco na siłę, kiedy tryb multi dodawano obowiązkowo do każdego możliwego tytułu. Ta gra go zupełnie nie potrzebuje.
{{"collection":{"neonet_product_ids":"343428","forceSaleble":true},"title":"tytul strony","type":"html","template":"special_gridstack_1"}}
The Last of Us Part 1 — recenzja. Czy warto dać szansę temu remakowi?

Jak się okazuje, The Last of Us nie był tytułem doskonałym, bo udało się go poprawić — przynajmniej w kwestii technicznej. Taka jest bowiem natura naszego ulubionego medium, które wciąż ewoluuje, co widać nie tylko w aspekcie technologicznym. To prawda, że The Last of Us Part 1 na PS5 powstało prawdopodobnie z dwóch powodów: zapowiadanej (ale wciąż bez konkretnej daty) premiery na PC oraz planowanej premiery serialu HBO. Nie narzekałbym na to — dostaliśmy przecież udoskonaloną wersję czegoś, co przez wielu od początku uznawane było za perfekcyjne.
Czy warto było szlifować ten diament? Sam miałem wątpliwości, ale po porównaniu z poprzednimi wersjami gry wyraźnie widać jak ogromny to skok jakościowy. Poprawiona grafika, mimika postaci, sterowanie, crafting, szybkie loadingi i inne usprawnienia pozwalają w jeszcze większym stopniu dać się porwać tej historii. Nie grałeś jeszcze w The Last of Us? Czeka Cię jedna z najbardziej pamiętnych przygód w życiu. Ale tytuł polecam też tym, którzy tak jak ja, mieli już okazję chłonąć relację Joela i Ellie na poprzednich generacjach. The Last of us Part 1 na PS5 to najlepsza wersja tej ponadczasowej produkcji.
FAQ

The Last of Us Part I — premiera. Kiedy premiera nowej wersji The Last of Us?
Premiera The Last of Us Part I dla PS5 miała miejsce 2 września 2023. Planowana jest także premiera PC The Last of Us, jednak nie podano jeszcze dokładnej daty.
The Last of Us Part 1 — spolszczenie. Czy nowe The Last of Us ma do wyboru polski język?
Jak najbardziej. Sony ponownie stanęło na wysokości zadania i przygotowało dla The Last of Us Part 1 polską ścieżkę dźwiękową. Dostępny jest też oczywiście oryginalny język angielski w dialogach i polskie napisy dla zwolenników tzw. wersji kinowej.
The Last of Us Part I — ocena. Jak oceniane jest The Last of Us 2022?
Gra od swojej premiery jeszcze na PS3 otrzymywała często maksymalne noty od recenzentów i graczy — to jeden z najlepiej ocenianych tytułów w historii gamingu. W chwili pisania tej recenzji The Last of Us Part I otrzymało pozytywne oceny od przytłaczającej większości recenzentów.
