NeonetNeonet
Wszędzie
Wszędzie
Telewizory i audio
Duże AGD
AGD do zabudowy
Małe AGD
Smartfony i zegarki
Komputery
Gaming
Sport
LEGO
Dom i ogród

Final Fantasy XVI — recenzja. Czy legendarna seria powraca w chwale?

Autor artykułu: Sebastian Deli
Sebastian Deli
Zaktualizowano:
Siedem. Siedem długich lat czekaliśmy na kolejną pełnoprawną odsłonę tego zasłużonego cyklu. Po udanej wariacji na temat buddy movie w wersji jRPG pod postacią Final Fantasy XV przyszła jednak pora na coś, co w oczach wielu miłośników serii będzie miało znamiona powrotu do korzeni, a z drugiej strony — rewolucji. Czy rewolucji udanej? Dowiesz się tego z naszej recenzji Final Fantasy 16 na PlayStation 5.

Finałowa fantazja po raz szesnasty. Czy warto było czekać?

Przyznaję, najnowsze dzieło Square Enix początkowo nie jawiło mi się jako największa premiera tego roku. Przecież w 2023 zagramy wreszcie w Starfield, wyszła już nowa Zelda i Diablo IV, a sama seria FF straciła przez lata swój dawny blask. Od czasu części dziesiątej nie mieliśmy „Fajnala”, którego powszechnie chwalono by za fabułę, a przecież to zawsze było wyznacznikiem tej zasłużonej serii.

Ostatnia odsłona głównego nurtu pojawiła się w roku 2016 i mimo naturalnego czaru i kredytu zaufania, jakim wciąż darzymy ten zasłużony cykl, nie dało się nie ulec wrażeniu, że gra umizgiwała się nieco zbyt mocno do młodszej publiki, próbując wykorzystać panujące ówcześnie trendy. W międzyczasie języczek u wagi gier RPG przesunął się mocno ze strony wschodniej (z Japonią na czele) na stronę zachodnią. To wszystko sprawiło, że napięcie oczekiwania nie było już tak silne jak przed laty. Jakże się wszyscy myliliśmy.

{{"collection":{"neonet_product_ids":"377030,377029","forceSaleble":true},"title":"tytul strony","type":"html","template":"special_gridstack_1"}}

Ile jest „Finala” w Final Fantasy XVI?

Final Fantasy – zrzut ekranu

Fani serii przyzwyczajeni do mocno japońskiego, nieco cukierkowego sznytu znanego z poprzednich odsłon Final Fantasy, przy pierwszym kontakcie z „szesnastką” mogą czuć się nieco zbici z tropu. Już w pierwszej godzinie gry widzimy kilka elementów, które dobitnie ukazują, dlaczego najnowsze dzieło Square Enix otrzymało oznaczenie PEGI 18. Skojarzenia z Grą o tron są jak najbardziej na miejscu, nie tylko z powodu poziomu brutalności, podejścia do tematu golizny czy ostrego języka (tłumacz się nie hamował, i dobrze — w polskiej wersji językowej też „się dzieje”). Także ogólny klimat przedstawionego świata jest bardziej mroczny, duszny, przytłaczający, a wydarzenia, które widzimy na ekranie, niosą ze sobą ogromny ciężar emocjonalny.

Sam byłem zaskoczony obraną przez twórców drogą, ale — wychowany na złotej trylogii VII-IX z pierwszego PlayStation — kupiłem tę decyzję w całości. Seria jest znana z przejmującej fabuły i właśnie ten element „fajnalowej” układanki ceniłem zawsze najbardziej. Final Fantasy XVI na tym polu naprawdę błyszczy. Postaci są dobrze napisane, motywy czytelne i wzbudzają współczucie, bohaterom się kibicuje, a historię śledzi z wypiekami na twarzy. Złapałem się na tym, że na kolejne sesje z grą czekałem jak na odcinki dobrego serialu, chcąc jak najszybciej wrócić do tego mrocznego świata i odkryć jego kolejne tajemnice.

Puryści nie powinni się martwić — znów mamy porządek świata oparty na magii i mocy kryształów (i nieostrożnie korzystającej z niej ludzkości), kontrapunkty fabuły rozmieszczono na kryjących tajemnice postaciach, a na swojej drodze spotkamy ulubione przez fanów ptaszydła Chocobo i słodkie Moogle. Zawartość Finala w Finalu jest wysoka. Trudno się zresztą dziwić — do stworzenia FFXVI zaproszono producenta FFXIV, Naokiego Yoshidę, reżysera Hiroshi Takai, pracującego przy FFV, i dyrektora artystycznego Hiroshi Minagawę (FF Tactics, FFXII, FF XIV). Nie dziwi też wyraźna inspiracja europejskim średniowieczem: zanim seria skręciła w steampunkowe klimaty, korzystała z tego już przy okazji swoich 8- i 16-bitowych początków.

Final Fantasy 16 — recenzja. Angażująca historia i ciekawy świat

Final Fantasy – zrzut ekranu

W tym settingu dark fantasy poznajemy żołnierza, Clive’a Rosfielda, wtłoczonego w szeregi armii cesarstwa (najeźdźców). Kiedyś człowiek wysoko urodzony, teraz zdegradowany do — bardzo przydatnego ze względu na specjalne umiejętności, ale jednak — mięsa armatniego. Stara się odnaleźć w świecie, w którym sąsiadujące ze sobą królestwa opierają swoje funkcjonowanie na eterze, magii pochodzącej z wielkich Matczynych Kryształów. Tak jak i w naszym świecie — tarcia pomiędzy nimi powodowane są walką o surowce.

Układ sił nie jest definiowany tylko poprzez dostęp do wspomnianych Kryształów. Każde mocarstwo posiada też swojego Dominanta, zazwyczaj członka rodziny królewskiej lub dowódcę armii, potrafiącego zmienić się w znane z poprzednich części potężne mityczne byty, Eikony, mogące diametralnie przechylić szalę zwycięstwa podczas bitew: m.in. Shivę, Tytana, Feniksa czy Ifrita. Nie raz przyjdzie nam przechadzać się w zgliszczach pozostałych po ich starciach. Dla mnie było to niesamowite przeżycie, gdy mijałem ogromne ilości lodu, trzeszczącego i parującego w słońcu, w ogromnym leju po wybuchu widząc sterty ciał żołnierzy obu stron konfliktu. Skala pojedynków tych gigantów jest wcześniej niespotykana.

Używanie mocy Eikonów to jednak ostateczność, ponieważ osiągnięte w ten sposób zwycięstwo może być pyrrusowe z racji skali zniszczeń. Z kolei ludzi obdarzonych mocą używania magii traktuje się gorzej niż psy. Kiedy się zużywają lub eter zamieni ich w kamień, są zbędni, do wyrzucenia. Nazywa się ich pejoratywnie Naznaczonymi, mimo że z ich „usług” korzystają wszyscy i trudno byłoby się bez nich obejść.

Te nierówności społeczne i osobiste krzywdy bohaterów są motorem napędowym przejmujących wydarzeń i zwrotów akcji, którymi naszpikowana jest fabuła FF16. Już sam prolog niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, a to dopiero początek wielkiej przygody. Dialogi płyną wartko, dominuje dość archaiczna wersja języka (świetny voice-acting, polecam grać po angielsku — ten żużel w głosie Cida — to się nie nudzi). A gdyby ktoś poczuł się zagubiony w tym rozległym świecie pełnym nowej nomenklatury, może otworzyć tzw. Active Time Lore i dokładnie sprawdzić w przenośnej encyklopedii, na co patrzy. Na pewno się przyda, przynajmniej na początku.

Final Fantasy 16 — system walki. Czy to Ty, Dante?

Final Fantasy – zrzut ekranu

Oprócz pierwszego PEGI 18 dla gry z serii Final Fantasy, największym zaskoczeniem jest pewnie nowy system walki, całkowicie zrywający z turowym rodowodem. Teraz to akcyjniak pełną gębą (seria zmierzała w tym kierunku już od paru dobrych lat), z unikami w czasie rzeczywistym i parowaniem ciosów. Skojarzenia z Devil May Cry 5 jak najbardziej na miejscu, w końcu systemem walki zajmował się w FF 16 ten sam specjalista. Dzięki temu jest on pozornie prosty, ale też na tyle rozwinięty, by przynosić ogromne ilości zasłużonej satysfakcji.

Do naszej dyspozycji oddano broń białą (możliwe ulepszenia u kowala), atak dystansowy (czar), skok, unik oraz umiejętności pochodzące prosto od danego Eikona — listę tę można dowolnie modyfikować i rozwijać na przygotowanym do tego drzewku. Przeciwnicy wymagają nie tylko spuszczania solidnego łomotu, ale także doprowadzania do ich oszołomienia, co pozwala zadawać jeszcze większe obrażenia, szczególnie ze znanym z poprzednich odsłon Limit Breakiem. To wszystko sprawia, że każda walka to czysta przyjemność, a nie przymus. Przez większość czasu starcia nie są przesadnie trudne, ale chwila nieuwagi może wiele kosztować, dlatego trzeba mieć się na baczności.

Podczas starć na ekranie dzieje się naprawdę dużo. To nie tylko zasługa wysokiego tempa i systemu nagradzającego zwinność i czyste uniki, ale także oprawy graficznej. Tekstury, oświetlenie, a przede wszystkim efekty cząsteczkowe są niesamowite. A kiedy do walki wkroczy Eikon, to już nie ma co zbierać. Takiej skali cykl jeszcze nie widział. „Pacific Rim” się chowa.

Final Fantasy XVI — recenzja. Czy to jRPG nowej generacji?

Final Fantasy – zrzut ekranuDotychczas wypowiadałem się o tej ok. 45-godzinnej przygodzie właściwie w samych superlatywach. To prawda, wiele rzeczy w nowym Finalu zagrało, ale są też takie, które wołają o łatkę do twórców. Pierwszy w oczy rzuca się klatkaż. Gra posiada dwa tryby graficzne, jeden nastawiony na jakość, a drugi na liczbę klatek na sekundę. Niestety, w obu zdarzają się poważne chrupnięcia animacji (w jakościowym jest to mniej odczuwalne), co jest dość zaskakujące, ponieważ to tytuł ekskluzywny dla PS5, więc nie trzeba go było pisać dla różnych sprzętów. To z kolei rodzi pytanie — czy to już czas na PS5 Pro?

Nie jestem też największym fanem zadań opcjonalnych zaproponowanych przez Final Fantasy XVI. Misje poboczne to często zwykła zabawa w kuriera, mimo że oczywiście zdarzają się też takie, które w ciekawy sposób poszerzają naszą wiedzę na temat świata i tego, jak traktuje się w nim Naznaczonych.

Przy całym szacunku do angielskiego voice actingu w grze i poziomu polskich napisów (tak, w Final Fantasy XVI polski język jest jednym z możliwych wyborów), zdarzają się wpadki. Jedną z zabawniejszych, jaką zapamiętałem, było przetłumaczenie „morning has broken” na „poranek się zepsuł”. Cóż, takie rzeczy w grze tych rozmiarów z taką ilością tekstu się zdarzają i niewykluczone, że zostanie to naprawione w ewentualnej łatce.

Final Fantasy XVI — recenzja. Podsumowanie

Final Fantasy – zrzut ekranu

Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo brakowało takiego tytułu na rynku. To, co trzyma do samego końca przy ekranie, to na pewno angażująca fabuła. Już dawno single player nastawiony na historię nie zrobił na mnie takiego wrażenia: zwroty akcji wiele razy pozostawią Was ze szczęką w ręku. Ale narracja to nie wszystko — w naszej kryjówce znajdziemy Kamień Mistrzostwa, gdzie można ponownie rozgrywać etapy fabularne, trenować umiejętności walki lub skorzystać z trybu arcade, próbując śrubować jak najlepszy wynik. Z kolei po zobaczeniu napisów końcowych otrzymujemy do wyboru nowe tryby gry, takie jak New Game+ z nowymi poziomami trudności.

Moja rekomendacja jest prosta. Jesteś fanem Final Fantasy? Pewnie już masz płytę z „szesnastką” w napędzie. Posiadasz PS5? Zagraj koniecznie. To unikatowe doświadczenie, niosące wiele emocji, z fantastyczną reżyserią przerywników filmowych i walki. A jednocześnie najbardziej europejski Final, mimo że w najbardziej bombastycznym wydaniu. Paradoks, a jakże grywalny. Polecam.

{{"prosCons":"{}"}}

FAQ

Final Fantasy – zrzut ekranu

Final Fantasy XVI — czy muszę grać w poprzednie części?

Jak zwykle, nowy Final to osobna, pełnoprawna historia z nowymi bohaterami — nie trzeba znać poprzednich części, aby móc zagrać w najnowszą. Jednak gracze, którzy na serii zjedli zęby, docenią potężny fan service i masę nawiązań, choćby — nie szukając daleko — muzycznych.

Final Fantasy XVI — premiera. Kiedy ukaże się nowe Final Fantasy?

Po siedmiu długich latach od poprzedniej części w końcu możemy zanurzyć się w FF XVI. Gra ukazała się na rynku 22.06.2023. Obyło się na szczęście bez wielkich opóźnień jak np. przy Final Fantasy VII Remake, a twórcy już zapowiadają, że kolejne odsłony cyklu będą pojawiać się od tej pory częściej. Trzymamy za słowo.

Final Fantasy XVI na PC. Czy FF16 wyjdzie na pecety?

W chwili pisania tej recenzji wiadomym jest, że Final Fantasy XVI jest czasową grą ekskluzywną Sony, zakłada się też, że w przyszłym roku gra straci ten status — dotychczas mówiło się o wersji na PC, na wersję na Xboxy raczej nie ma co liczyć.