NeonetNeonet
Wszędzie
Wszędzie
Telewizory i audio
Duże AGD
AGD do zabudowy
Małe AGD
Smartfony i zegarki
Komputery
Gaming
Sport
LEGO
Dom i ogród

Premiery gier marzec 2024 — na jakie tytuły warto czekać?

Autor artykułu: Sebastian Deli
Sebastian Deli
Zaktualizowano:
2024 będzie kolejnym fantastycznym rokiem dla gier wideo. Za nami już kilka głośnych premier, takich jak Prince of Persia: The Lost Crown, The Last of Us Part 2 Remastered czy Tekken 8 oraz zaskoczenia w postaci Helldivers 2 i Palworld, a to dopiero początek roku. Przed nami jeszcze mnóstwo gamingowego dobra: Nintendo wypuszcza zupełnie nową grę Princess Peach, Dragon's Dogma wreszcie dostanie kontynuację, nowa część remake'u Final Fantasy VII tuż za rogiem, Gwiezdne Wojny doczekają się kolejnej ważnej premiery (Star Wars Outlaws); a to wszystko tylko wierzchołek góry. Wydarzenia, takie jak State of Play od Playstation czy Nintendo Direct na pewno przyniosą więcej zapowiedzi na kolejne miesiące, ale tymczasem sprawdźmy, w co będzie warto zagrać w marcu 2024.

Najważniejsze gry marca 2024 — w co zagramy w tym miesiącu

W ciekawych czasach przyszło nam żyć. Gry wideo na dobre z salonów arcade i centrów handlowych (w Polsce — najczęściej z tzw. wozów Drzymały) trafiły pod strzechy, konsole stały się standardowym wyposażeniem salonu i dawno straciły (niesprawiedliwą zresztą) łatkę produktów tylko dla dzieci. Zmienił się także sposób wypuszczania nowych tytułów na rynek. Od kiedy pamiętam, kalendarz premier gier wideo rządził się prawami rynku zabawkarskiego — największe tytuły trafiały do sklepów w okresie przedświątecznym, tak aby znaleźć się pod jak największą liczbą przystrojonych choinek i wywołać uśmiech na rumianych twarzach.

Od kilku lat możemy zaobserwować nową tendencję: rozłożenie wielkich hitów w ciągu roku jest bardziej równomierne, a pierwszy kwartał obfituje często w tytuły nieustępujące rangą tym z kwartału czwartego, a nawet w produkcje z miejsca okrzyknięte grą roku (na Ciebie patrzę, Elden Ring). Podobnie jest i teraz: w marcu zagramy w naprawdę mocne tytuły!

Expeditions: A MudRunner Game – 5 marca

{{"collection":{"neonet_product_ids":"388595,388593,388510","forceSaleble":true},"title":"tytul strony","type":"html","template":"special_gridstack_1"}}

Miesiąc rozpocznie się od spin-offu bardzo ciepło przyjętego MudRunnera — to coś dla tych, którzy lubią taplać się w błotku. W poprzednich częściach tej eksploracyjnej gry samochodowej wykonywaliśmy dość proste zadania: dostawy paliwa, części zamiennych czy drewna. Głównym elementem zabawy była tu zawsze „walka” z nieprzyjaznym ukształtowaniem terenu (błotem, wodą, kamieniami) i próba okiełznania mocarnej maszyny.

Podobnie jest i tym razem, ale Expeditions stawia nas w roli badaczy i poszukiwaczy skarbów, poznających niezbadane, dzikie tereny. W bardzo przyjemny sposób odświeża to skostniałą nieco formułę i zachęca do bycia jak kundel bury w piosence.

W trakcie wypadów w teren z pomocą przyjdą nam nowe narzędzia: gra wprowadza kotwice, które nie potrzebują drzewa lub innego punktu zaczepienia do używania wyciągarki — wystarczy stabilny grunt. Kolejnym dodatkiem są drony, które pomogą w rozejrzeniu się po okolicy i zaplanowaniu optymalnej trasy. Expeditions pozwoli też na zatrudnienie nowych członków zespołu, wprowadzających specjalne modyfikatory, np. podwyższenie wytrzymałości na uszkodzenia.

Do naszej dyspozycji oddano też opcję tuningu, czyli ulepszania elementów pojazdu, a także jego wyglądu. Jakby tego było mało, oprawa graficzna produkcji Saber Interactive także zaliczyła upgrade i prezentuje się naprawdę ładnie, i to przy stabilnym klatkażu. Poszukiwacze przygód mają zatem czego wypatrywać.

Alone in the Dark — 20 marca

{{"collection":{"neonet_product_ids":"374357,374359,374358","forceSaleble":true},"title":"tytul strony","type":"html","template":"special_gridstack_1"}}

Na tę premierę czekają wszyscy miłośnicy horroru. Nowa wersja szlagieru Alone in the Dark miała ukazać się na rynku już w 2023 roku, ale przesunięto datę wydania, tak aby pracujący nad grą nie musieli „crunchować” w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Znów będziemy zwiedzać posiadłość Derceto i walczyć ze złem, które ją opanowało.

Ta zasłużona dla gatunku seria święciła triumfy w czasach dwóch pierwszych konsol Playstation (ukazał się nawet film kinowy), ale remake ma szansę na przywrócenie jej dawnego blasku. THQ Nordic po nabyciu praw do marki chce zapewnić jej nowy start: fabułę i postaci przeniesiono z oryginału z 1992, jednak cała reszta wydaje się nowa. Po pierwsze, zrezygnowano ze statycznego umiejscowienia kamery z pierwowzoru na rzecz widoku „zza pleców”, co zrozumiałe — tą samą drogą podążyły remaki Resident Evil w ostatnich latach, aby uwspółcześnić rozgrywkę. Do tego oprawa graficzna prezentuje się lepiej niż zadowalająco, zostawiając zasłużony pierwowzór daleko w tyle.

Do projektu zaangażowano znanych aktorów: Davida Harbora znanego głównie ze „Stranger Things” i „Czarnej Wdowy” oraz Jodie Comer z „Obsesji Eve” i „Ostatniego pojedynku”. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że klimat, z którego znana jest seria, a który pokochało tylu entuzjastów horroru psychologicznego, powróci w odświeżonej wersji już w marcu i z przyjemnością wrócimy do zamglonego miasteczka pełnego tajemnic do rozwikłania.

Princess Peach Showtime — 22 marca

Gdyby miesiąc marzec był mistrzostwami świata w piłce nożnej, dzień 22 marca byłby grupą śmierci. Jednego dnia światło dzienne ujrzą 3 duże tytuły, z których przynajmniej dwa mają ambicje do walki o tytuł Game of  the Year.

Nintendo nie kocha równo swoich dzieci. Choć Peach pojawiła się w grach japońskiej korporacji prawie tak dawno, jak sam Mario, Princess Peach Showtime to pierwsza od 19 lat gra z tytułową księżniczką w roli głównej. I to nie jednej, a wielu, jako że w produkcji weźmiemy udział w teatralnym przedstawieniu. Jak to zwykle bywa, miejsce zostaje zaczarowane, tym razem przez czarownicę Grape i jej świtę, co zmusza Peach do działania.

Wbrew pozorom, nowa propozycja Nintendo to nie do końca platformówka: bliżej jej do przygodowej gry akcji. Aby poradzić sobie z kolejnymi przeciwnościami, Peach będzie musiała korzystać z umiejętności transformacji: zamieni się w kucharkę, szermierkę, mistrzynię kung-fu czy panią detektyw. Przemiany pomogą nie tylko w walce, ale także w rozwiązywaniu zagadek. A wszystko to w znanej z gier Nintendo, kolorowej i żywej oprawie. Princess Peach Showtime to tytuł ekskluzywny dla Nintendo Switch. Już niedługo okaże się, czy będzie warto nabyć bilet na ten spektakl.

Dragon’s Dogma II — 22 marca

{{"collection":{"neonet_product_ids":"387954,387955","forceSaleble":true},"title":"tytul strony","type":"html","template":"special_gridstack_1"}}

Capcom powraca z nową odsłoną zapoczątkowanej w 2012 roku serii. Fani mogą spać spokojnie — nad kontynuacją pieczę miał Hideaki Itsuno, tak samo jak przy pierwowzorze. W otwartym świecie inspirowanym średniowieczną Europą przyjdzie nam kierować postacią o imieniu Arisen (płeć do wyboru), która ma porachunki z pewnym smokiem.

Podczas walk z przeciwnikami (które prowadzimy inaczej, zależnie od wybranej klasy), możemy wspomagać się Pionkami (ang. Pawns), czyli pomocnymi istotami z innego świata. Dragon’s Dogma II to co prawda gra single player, jednak współpraca z towarzyszami broni może sprawiać wrażenie rozgrywki kooperacyjnej. Przyjdzie nam pojedynkować się nie tylko z tzw. drobnicą, ale i z przeciwnikami okazalszych rozmiarów, po których będzie można się wdrapywać, szukając ich słabych punktów (skojarzenia z Shadow of the Colossus jak najbardziej na miejscu).

Zapowiada się wciągająca na wiele godzin, bogata przygoda, stworzona na silniku RE Engine, czyli technologii, która napędza takie hity, jak Resident Evil: Viilage czy Resident Evil VII: Biohazard. O porządną oprawę i świat pełen detali nie ma się zatem co martwić. Produkcja pojawi się na PC, PS5 i XSX.

Rise of the Ronin — 22 marca

{{"collection":{"neonet_product_ids":"388115","forceSaleble":true},"title":"tytul strony","type":"html","template":"special_gridstack_1"}}

Patrząc na zapowiedzi Rise of the Ronin, jak przy większości produkcji ekskluzywnych dla PlayStation, przychodzi na myśl jedno słowo: jakość. A nie jest to gra od wewnętrznego studia Sony, ale od Team Ninja — weteranów posiadających w swoim portfolio takie hity, jak NiOh czy Ninja Gaiden. Sugeruje to tytuł dopracowany, ale także wymagający.

Fabuła Rise of the Ronin ma miejsce w XIX-wiecznej Japonii, w czasie przemiany z feudalnego imperium w bardziej nowoczesne państwo. To, jak poprowadzimy fabułę i z kim się sprzymierzymy, zdeterminuje rozkład sił w regionie i to, jak postrzegają nas postaci — nasze działania będą zatem miały konsekwencje. Jak w przypadku innych gier typu souls-like, akcję oglądamy z perspektywy trzeciej osoby. Pewne skojarzenia z Sekiro może wywołać korzystanie z liny z hakiem, która pozwala na szybkie przemieszczanie się na dachy. Do tego dochodzi umiejętność szybowania na Aviculi, czyli specjalnych skrzydłach, więc eksploracja rozległego, otwartego świata zapowiada się interesująco.

Jak to w grach Team Ninja, duży nacisk położono na swobodę pojedynków, które możemy prowadzić bronią białą (miecze, włócznie) lub dystansową (pistolety), ale wspomagać się będziemy także miotaczem ognia czy karabinem z bagnetem. Bardzo ważna będzie postawa ciała, bloki, kontry i parowanie ciosów. Jeśli jednak umiejętność walki nie będzie naszym największym atutem, pozostaje opcja eliminowania przeciwników po cichu, unikanie pojedynków i działanie z zaskoczenia, jak na prawdziwego ronina przystało. Poziom trudności poprzednich gier Team Ninja sugeruje, że łatwo nie będzie, ale za to sprawiedliwie.

Final Fantasy VII Rebirth — 29 lutego

{{"collection":{"neonet_product_ids":"385468,385469","forceSaleble":true},"title":"tytul strony","type":"html","template":"special_gridstack_1"}}

Nie byłbym sobą, gdybym chociaż nie napomknął o zbliżającej się premierze Final Fantasy VII Rebirth. Tak, to de facto premiera lutowa, ale z ostatniego dnia miesiąca. Dnia, który pojawia się w kalendarzu raz na cztery lata, więc — umówmy się — technicznie już w marcu. A już na pewno większość z nas będzie się zagrywać nowym „Fajnalem” przez cały miesiąc Marsa.

Pierwsze recenzje zwiastują wielkie dzieło, jedną z najlepszych odsłon w historii serii. Czy to opinia słuszna, czy może zbiorowa halucynacja recenzentów wywołana mózgową mgłą nostalgii? Wypatrujcie naszej recenzji Final Fantasy VII Rebirth na blogu Neonet.